Moda na kalosze – czyli mroczne oblicze marketingu

Moda na kalosze przywędrowała do nas z światowych centrów mody, czyli Nowego Jorku, Londynu oraz Paryża. Początkowo były one traktowane nieco nieufnie, z czasem jednak kobiet wręcz oszalały na ich punkcie, a gumowy but stał się jednym z obowiązkowych elementów wielu szaf, stając się tym, czym buty sportowe kilkanaście lat temu.

Rzecz jasna równolegle pojawiały się głosy krytykujące nową modę, gdyż nie każdemu do gustu przypadł ten rodzaj obuwia. Trendu nie dało się jednak powstrzymać w związku z czym w wielu sklepach kalosz przestał być nowinką, lecz stał się pełnoprawnym elementem każdej kolekcji. Mnogość kolorów oraz styli sprawia, że każda, nawet najbardziej wymagająca klienta, będzie w stanie znaleźć najbardziej pasujący do jej charakteru i potrzeb but.

Dzięki temu zjawisku na rynku pojawiło się wielu producentów, którzy oferują gumowe obuwie. Niestety, wśród nich nie są obecne kalosze Hunter, będące niejako kwintesencją tego stylu. Co prawda możemy znaleźć je na niektórych półkach, ale metka potrafi mocno zaskoczyć kogoś, kto myśli, iż gumowy but to niewielki wydatek. Oczywiście, produkty tej marki nigdy nie należały do najtańszych, niemniej marże narzucane przez polskich nieoficjalnych dystrybutorów potrafią sięgać kilkudziesięciu procent. Jest to efekt braku oficjalnego przedstawicielstwa firmy, która nie zamierza na chwile obecną angażować swoich środków w tym rejonie Europy. Nie oszukujmy się, takie kwoty można dać za markowe buty do biegania, nie zaś za kalosz pochodzący z niepewnego źródła. Na szczęście istnieją inne przedsiębiorstwa, które takich oporów nie mają, dzięki czemu każda miłośniczka kaloszy może cieszyć się stosunkowo tanimi propozycjami.